Dlaczego marnujemy żywność?

Nikt oczywiście nie zakłada sobie z góry, że część jedzenia, które kupuje, po jakimś czasie wyrzuci do kosza na śmieci. Jak jednak wynika z danych Federacji Polskich Banków Żywności, statystyczna czteroosobowa rodzina rocznie pozbywa się dwóch niezłej jakości telewizorów plazmowych, albo przyzwoitego laptopa, czy też rezygnuje z tygodniowych wakacji w sympatycznym ośrodku nad jeziorem. Za wyrzucone razem z żywnością pieniądze można by kupić bardzo dobra lodówkę, albo piekarnik i płytę indukcyjną do kuchni. Tyle kosztuje wyrzucane w ciągu roku jedzenie.

Eksperci od Kuchni / 06-07-2018

Marek Borowski

Inicjator i założyciel Banku Żywności w Olsztynie, od początku tj. 2000 r. pełni funkcję jego Prezesa, a od 2002 r. Prezesa Zarządu Federacji Polskich Banków Żywności, które odgrywają ważną rolę w systemie pomocy społecznej w Polsce.

„Jeśli przeliczyć ile to nas kosztuje w ciągu miesiąca – jest to ok 40 zł na osobę. W czteroosobowej rodzinie można zaoszczędzić ok. 2.000 zł rocznie […] Jedzeniem, które marnują tylko konsumenci w Polsce, można  by było wyżywić 2 mln ludzi. Obecnie według danych GUS, liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie, czyli też niedożywionych szacowana jest na 4,3% tj. około 1,6 mln ludzi” - mówi Marek Borowski – prezes Zarządu Federacji Polskich Banków Żywności.  

To prawdziwy problem. Żeby go rozwiązać, trzeba znaleźć podstawowe powody marnowania żywności. Z badań Federacji Polskich Banków Żywności wynika, że wśród najczęstszych przyczyn marnowania są: przegapienie terminu przydatności, zbyt duże zakupy, zakup złego jakościowego produktu czy też za duże porcje posiłków.  

Czyli 7 podstawowych błędów, jakie popełniamy: 

Błąd pierwszy - spontaniczne zakupy:  

Wpadamy do supermarketu, bierzemy największy z możliwych koszyków i pakujemy tam wszystko, co przyciągnie nasz wzrok. Koszyk jest naprawdę wielki i to, że wciąż wydaje się prawie pusty, wynika z jego konstrukcji. Do tego wszystkie produkty mają bajecznie kolorowe opakowania, bardzo często ozdobione zdjęciami urokliwej zawartości, a przynajmniej wyjątkowo zachęcające opisy.  

Trudno się dziwić – chodzi o to, żeby jak najwięcej sprzedać. Gorzej, że poddając się temu – postanawiamy jak najwięcej kupić. Bez planu, bez pomysłu, jak wykorzystamy te produkty, po prostu czujemy sztuczny głód. Sztuczny, bo sprowokowany za pośrednictwem zmysłu wzroku, a nie potrzebą organizmu.1 

Błąd drugi – uleganie promocjom: 

Hasła typu: „Dwa produkty w cenie jednego” są oczywiście chwytliwe. Wydaje się nam, że natrafiliśmy na wyjątkową okazję i sporo zaoszczędzimy. Nie sprawdzamy daty przydatności do spożycia, ani nie zastanawiamy się, czy potrzebujemy aż dwóch porcji. Kupujemy, bo czujemy się mistrzami oszczędności i chwytania okazji.  

Błąd trzeci – kupowanie na zapas:  

Codzienne zakupy małych ilości jedzenia po długim i męczącym dniu w pracy mogą nie sprawiać przyjemności. Czujemy, że czas nam bezpowrotnie ucieka. Czas na odpoczynek, hobby, sport, czy inne przyjemności. Dlatego wpadamy do sklepu jak burza i postanawiamy kupić tyle jedzenia, żeby sobie tym nie zaprzątać głowy przez kilka najbliższych dni. Bez planu to jednak ryzykowne. Kupujemy rzeczy przypadkowe. 

Podobnie rzecz się ma z długimi weekendami, czy, ostatnio, niedzielami wolnymi od handlu. Pędzimy przez sklep pełni obaw, że kupimy za mało jedzenia. W sobotę kupujemy szalone ilości pieczywa, wędlin, warzyw i owoców, jakby owa niehandlowa niedziela trwała cały tydzień. Nie bierzemy nawet pod uwagę, że ową niedzielę spędzimy przynajmniej w połowie u przyjaciół, którzy nas na pewno czymś poczęstują, bo zapraszali na grilla. Walczymy o to, żeby nasza lodówka była pełna. 

Zapominamy o potrawach, które przygotowaliśmy wcześniej i które wciąż jeszcze pokutują w lodówce. 

Zapominamy, że wieczorem jesteśmy umówieni ze znajomymi w centrum, a przygotowania do wyjścia zajmą nam tyle czasu, że już niczego nie zjemy, ani nie ugotujemy w domu. Prawdopodobnie zjemy coś „na mieście” Kupiliśmy więc stanowczo za dużo.  

Błąd czwarty – przegapienie daty ważności:  

W czasie zakupów trzeba pamiętać, że produkty spożywcze dzielą się na takie, które szybko tracą trwałość, i na takie, które po przekroczeniu daty przydatności, podanej na opakowaniu, jeszcze długo są dobre do spożycia.  Jogurty, sery, kefiry, wędliny mają na etykiecie napis: „należy spożyć do”. To znaczy, że podanego terminu nie wolno przekraczać., ponieważ grozi to poważnym zatruciem. Dlatego nie dajmy się schwytać w promocyjne pułapki. Bardzo często towar jest przeceniony, albo w „dwupaku”,  bo należałoby go zjeść zaraz po zakupie. Data ważności upływa mu właśnie tego samego albo następnego dnia.  Z kolei tak zwane suche produkty – kasze, ryż, makaron, czekolada, herbata mogą być spożywane  po upływie terminu ważności. Oznakowanie - „najlepiej spożyć przed…” informuje o dacie minimalnej trwałości. Dopóki więc tak opisana żywność wygląda i smakuje dobrze, nie wyrzucajmy jej do kosza na śmieci. Przeciwnie – spokojnie skonsumujmy.  

Błąd piąty – niewłaściwe przechowywanie: 

Wracamy z wielkimi torbami zakupów do domu i nagle nasza energia ulega wyczerpaniu. Wrzucamy więc zakupy do lodówki. Choćby lodówka pełna była pojemników przeznaczonych na różne typy żywności, upychamy wszystko bez żadnego koniecznego ładu. W ten sposób wędlinę nakrywamy serem, miażdżymy jedne owoce drugimi, jogurty, którym data ważności kończy się za kilka dni, zastawiamy nowymi, które spokojnie mogłyby poczekać. Wiadomo, że nie będziemy tych starszych łowić z głębi lodówki, znajdziemy je dopiero, robiąc porządek. Dawno po upływie terminu ważności.  

Błąd szósty – brak banku przepisów na różne potrawy: 

Ten błąd mógłby się również nazywać „zemstą spontaniczności zakupowej”.  Kupiliśmy na przykład arbuza – bo była promocja i owoc granatu – bo taka nas naszła fantazja. Pół arbuza udało się zjeść, na owoc granatu już nie starczyło apetytu. No cóż – jedno i drugie trochę poleży w lodówce, a potem z niej trafi do kosza na śmieci. W gruncie rzeczy nawet nie wiemy, jak długo tego arbuza można przechowywać. Tymczasem wystarczy rzucić okiem na przepisy, albo choćby do internetu. Z pokrojonego arbuza, nasion granatu, sera pleśniowego albo feta i różnej zieleniny można zrobić orzeźwiająca letnią sałatkę. Skrapiamy oliwą i cytryną, dodajemy trochę miodu. Przy pewnej kuchennej wprawie dokonamy tego w 10 minut. Można zjeść, jeśli nie na kolację, to na pewno na lunch. 

Błąd siódmy – zbyt wielkie porcje: 

Na pewno pamiętamy z dzieciństwa trudne chwile nad wypełnionym po brzegi talerzem i kłótnie o to, czy możemy nie zjeść wszystkich ziemniaków, wielkiej miski sałaty, albo zbyt wielkiego kawałka mięsa. Nie sprawiajmy tego samego kłopotu rodzinie, albo gościom. Znacznie milej będzie, jeśli poproszą o dokładkę. Słowa „za chwilę pęknę” nie zawsze są komplementem pod adresem osoby, która przyrządziła posiłek.  

Jeśli unikniemy tych siedmiu podstawowych błędów, unikniemy też głównych przyczyn marnowania żywności. Jeśli zauważymy pewien nadmiar, zawsze możemy zrobić  jeszcze jedno – podzielić się. Z sąsiadem, kolegą z pracy, czy też – w ramach Foodsharingu – zawieźć to, czego mamy za wiele, do najbliższej Jadłodzielni. Zaoszczędzone pieniądze wykorzystamy dowolnie, chociaż chyba najlepiej zainwestować je w dobrą lodówkę.