Jaki wpływ na świat wokół mnie ma marnowanie jedzenia?

Przejście obok osiedlowych śmietników, zwłaszcza po świętach, czy weekendzie dłuższym albo krótszym, budzi swego rodzaju zażenowanie. Rozsypany chleb, pół niezjedzonego obiadu, czasem nawet razem z garnkiem, siatki pełne owoców i warzyw, jogurty, kanapki, serki… Jeśli zestawimy to sobie z sytuacją, kiedy ktoś może pozwolić sobie tylko na jedną bułkę i topiony ser, albo musi zostawić część zakupów przy kasie, bo zabrakło mu pieniędzy, robi nam się po prostu przykro. Beztroski luz kontra zatroskane ubóstwo to bolesny problem społeczny. Ale marnowanie żywności to także poważne eko-nieszczęście.

Eksperci od Kuchni / 24-07-2018

Marek Borowski

Inicjator i założyciel Banku Żywności w Olsztynie, od początku tj. 2000 r. pełni funkcję jego Prezesa, a od 2002 r. Prezesa Zarządu Federacji Polskich Banków Żywności, które odgrywają ważną rolę w systemie pomocy społecznej w Polsce.

1. Beztroska i troska 

Oczywiście, nie należy generalizować. Każdemu może się zdarzyć logistyczny błąd przy zakupach jedzenia, czy gotowaniu. Pozostawienie wskutek roztargnienia jedzenia poza lodówką także możemy sobie wybaczyć. Jeśli jednak notorycznie wyrzucamy żywność, konsekwencje są poważniejsze, niż się wydaje. Zwłaszcza, że czyni to jedna trzecia z nas.  

Skąd o tym wiemy? Co roku, cyklicznie, badają to Banki Żywności, których najważniejszą misją jest udzielanie pomocy 1, 6 mln osób w Polsce cierpiących głód. To właśnie ta organizacja jest liderem w dziedzinie ratowania przed marnotrawstwem pełnowartościowego jedzenia. „ Jeżeli ktoś marnuje żywność, a więc nie wykorzystuje tego co zostało wytworzone na cele konsumpcji, to zasób żywności maleje i nie dociera do osób, które jej potrzebują. Marnowanie żywności sprzyja wzrostowi popytu. Przekłada się to z kolei na zwiększenie cen produktów w skali rynkowej, a to w efekcie jeszcze bardziej zwiększa jej nieosiągalność dla tych, dla których każda złotówka, czy grosz się liczy – wyjaśnia Marek Borowski z Federacji Polskich Banków Żywności. 

W aspekcie globalnym ten trudniejszy dostęp można przedstawić na przykładzie żywności spoza granic naszego kraju. Banany, mango, pomarańcze, cytryny, oliwki, a także kakaowce, kawowce, czy krzewy herbaciane nie rosną w naszej strefie klimatycznej. Ceny owoców, czy też produktów, powstałych na bazie tych roślin spoza granic, zależą od globalnych mechanizmów rynkowych. Im mniejsza dostępność – tym wyższa cena. To ma swoje konsekwencje. Na przykład - im więcej kosztuje kakao, tym droższa jest czekolada. Z czasem więc dany produkt staje się już nieosiągalny dla osób z mniejszymi zasobami finansowymi. 

Dlatego, niezależnie od statusu majątkowego, trzeba pochylić się nad zagadnieniem marnowania żywności z troską. Z troską o tych, którym na jedzenie nie wystarcza, ale i nad własnym budżetem, bo nasze żywnościowe śmieci pochłaniają sporo pieniędzy. Wreszcie, z troską o przyrodę, która nas otacza.  

2. Eko-dramat 

Troski wymaga też środowisko naturalne, które wskutek produkcji i wyrzucania żywności ulega degradacji. Pożegnamy się z lasami, bo są wycinane pod uprawy. Pożegnamy się z wieloma gatunkami zwierząt i roślin, bo wyginą, pozbawione naturalnych warunków egzystencji. Z wieloma zresztą już pożegnaliśmy się na zawsze.  

Marnotrawstwo żywności to także marnotrawstwo wody, której zasoby są na Ziemi ograniczone, a która przy produkcji zużywana jest w tysiącach hektolitrów. Przypomnijmy, że produkcja jednej bułki z serem pochłania 90 litrów wody. Produkcja kilograma wołowiny – to 10 do 30 tysięcy litrów wody.  Według naukowców – wody może zabraknąć już za 30 lat, chociaż, jak wiadomo,  już teraz są na świecie rejony, przegrywające wojnę z bezustanną suszą.  

Banki Żywności podkreślają, że marnotrawstwo jedzenia to również marnotrawstwo energii, czyli prądu i paliw zużytych do jego produkcji, przechowywania i transportu. 1 kilokaloria żywności to 10 kilokalorii zużytego paliwa. 

Marnotrawstwo żywności, choć trudno w to uwierzyć, oznacza też zmiany klimatyczne. Część zanieczyszczeń powietrza powstaje przy samej produkcji, część w czasie transportuŹródłem gazów cieplarnianych jest też wyrzucone jedzenie. 

Jak podkreśla ekspert z Federacji Polskich Banków Żywności – Marek Borowski  wyrzucona żywność wytwarza dodatkowe CO2 składowiskach odpadów. Jedna tona marnowanej żywności przyczynia się do powstawania ponad 4 ton CO2, czyli dwutlenku węgla. 

Dwutlenek węgla należy do gazów cieplarnianych. Łącznie, aż 8% emisji gazów cieplarnianych jest wynikiem marnotrawstwa żywności. Nie jest to oczywiście główny powód zmian klimatycznych, ale z pewnością – jedna ze składowych.  

Według danych Parlamentu Europejskiego ilość jedzenia marnowanego co roku w krajach UE to 88 milionów ton, czyli 173 kg rocznie na jednego statystycznego mieszkańca. Produkcja wyrzucanego jedzenia oraz jego utylizacja prowadzi do emisji CO2, w wysokości 170 milionów ton w ciągu roku.

Z kolei według FAO na 30% światowej powierzchni upraw produkuje się jedzenie, które i tak trafi do śmieci.

3. Zamknięte koło 

W gruncie rzeczy więc, wyrzucając jedzenie, powodujemy szkody społeczne, ekonomiczne i ekologiczne. Wszystkie zresztą ze sobą powiązane. Im więcej zmian klimatycznych, a także im mniej zasobów naturalnych, takich, jak woda, tym gorsze plony. Im gorsze plony, tym droższa żywność. Im droższa żywność, tym więcej tych, których na nią nie stać. W ten sposób koło się zamyka. Wyrwać z niego można się tylko w jeden sposób – oszczędzając. Weźmy to wszystko pod uwagę sprzątając w lodówce. Tym bardziej, że te najnowsze są tak pomyślane, żeby oszczędzanie nie zajmowało nam zbyt wiele czasu i nie kosztowało zbyt wiele wysiłku.